Z
wypchanym workiem na ramieniu pewien człowiek od wczesnego ranka wędrował do
miasta z sąsiedniej prowincji. Chciał sprzedać tam piękne kapelusze filcowe,
które sam zrobił, jego żona zaś i córka ozdobiły pracowicie kolorowymi
tasiemkami.
Koło
południa dotarł do niewielkiego lasku. Ponieważ słońce stało w zenicie,
postanowił chwilę odpocząć. Siadł w cieniu drzewa, zjadł kromkę chleba, popił
wodą i po tym skromny posiłku zapadł w drzemkę.
Pochrapywał
z cicha i nie ruszał się, więc zaczęły doń podchodzić ciekawskie małpy
mieszkające w zagajniku. Spośród liści uważnie obserwowały kapelusznika, w
nadziei, że uda im się coś ukraść. Najbardziej doświadczona ostrożnie zsunęła
się z drzewa i podkradła do opartego o pień worka. Poczęła tarmosić go i
miętosić, aż w końcu upadł, a że nie był zaciągnięty, wytoczył się zeń kolorowy
kapelusz, taki sam, jaki miał zsunięty na oczy człowiek pod drzewem. Naśladując
go, małpa również włożyła dziwny przedmiot na głowę.
Jej
towarzyszko przestały się bać i każda chciała mieć coś takiego; zeskoczyły z
gałęzi i rozpoczęła się
walka o kapelusze. Wrzaski zwierząt wyrwały kapelusznika ze snu; widząc co się
dzieje, z głośnym krzykiem skoczył na równe nogi. Małpy, przerażone razem z
jego dobytkiem uciekły na drzewo. Pod nimi właściciel miotał się wściekły,
ciskając przekleństwa, rabusie zaś wesoło przeskakiwały z konara na konar.
- Przeklęci złodzieje! - złościł się
mężczyzna, wymachując zaciśniętymi pięściami -
Oddajcie moje kapelusze!
Małpy
naśladowały go, podnosząc ręce i przeskakując z nogi na nogę.
- Złośliwe łobuzy! Dla was to zabawa, a dla
mnie i rodziny te kapelusze oznaczają, że całą
zimę będzie co jeść!
Zrozpaczony
kapelusznik przykucnął na ziemi, nie wiedząc, co robić. Gdy podniósł wzrok,
ujrzał, że i małpy przysiadły i obserwowały go z ciekawością, czekając, co za
chwilę uczyni. Wtedy przyszła mu do głowy pewna myśl: skoro małpy naśladują
moje ruchy?
Zerwał
się z udaną wściekłością, skacząc i złorzecząc. Także zwierzęta poczęły szaleć i skrzeczeć; potrząsały
gałęziami, aż liście szeleściły głośno. Mężczyzna tańczył coraz szybciej, w
końcu z rozmachem zerwał z głowy kapelusz i cisnął go na ziemię.
Wszystkie
małpy powtórzyły gest i miał wrażenie, że pada noń kapeluszowy deszcz. Szybko
pozbierał odzyskane skarby do worka, który mocno zacisnął i pośpiesznie ruszył w dalszą drogę.
- Najważniejsze,
to wiedzieć jak się porozumieć! - pomyślał, zadowolony, że wszystko dobrze się
skończyło.




