Pewien człowiek, który trudnił się poszukiwaniem złota, natrafił raz w odludnej okolicy ma bardzo bogatą żyłę i napełnił cennym kruszcem pięć sakiewek. Wróciwszy do miasta, postanowił znaleźć kogoś godnego zaufania, u kogo mógłby zostawić skarb na przechowanie, gdyż chciał udać się do sanktuarium i podziękować Bogu za swoje szczęście.
Uznał, że powinien rozpocząć poszukiwanie na targu, gdyż charakter ludzi można poznać po tym, jak robią interesy. Rozglądając się wśród tłumu, zauważył dziewczynę, która kupowała ryż. Kupiec także spostrzegł obcego i widząc w nim ewentualnego Klienta, zdecydował się zdobyć jego zaufanie, sypiąc dziewczynie więcej ryżu, niż mogła się spodziewać za swoje pieniądze.
Kiedy dziewczyna wróciła do domu, matka powiedziała jej, że był tam pewno obok ktoś obcy, na kim kupiec chciał zrobić dobre wrażenie.
- Wróć tam i oddaj dodatkowy ryż - kazała jej - Powiedz handlarzowi, że nie możemy przyjąć czegoś, za co nie zapłaciliśmy.
W obecności obcego córka oddała ryż.
- Powierzę złoto uczciwej rodzinie tej dziewczyny - pomyślał poszukiwacz i podążył za nią do domu. Zastanawiał się właśnie, co powiedzieć, gdy tam wejdzie, kiedy nadszedł uczeń pewnego ascety, by prosić o jałmużnę. Chcąc zaimponować nieznajomemu przed drzwiami, dziewczyna hojniej, niż należało, obdarowała żebraka.
Chłopak zaniósł wszystko swojemu mistrzowi, ten jednak domyślił się, że w domu dziewczyny musiał znajdować się gość, na którym chciała zrobić wrażenie. Polecił więc uczniowi, aby z podziękowaniami i wyrazami żalu odniósł nadmiar pożywienia, z którym dwie skromnie żyjące osoby nie miałyby co zrobić.
Poszukiwacz złota już chciał przestąpić próg domu miłosiernej rodziny, gdy chłopiec powrócił.
- Wasz szczodry dar jest dla nas zbyt wielki, nie możemy go przyjąć! ? rzekł, oddając jedzenie.
Obcy słysząc to, postanowił dać swoje cenne sakiewki na przechowanie ascecie, któremu obojętne było nawet pożywienie. Pośpieszył więc za chłopcem i po długich namowach przekonał jego mistrza, by zaopiekował się złotem.
Po kilki tygodniach wrócił i chciał zabrać skarb z powrotem.
- Czemu przychodzisz po złoto do ubogiego ascety? ? usłyszał ? Nie mam ani grosza, który mógłbym ci ofiarować!
Zrozumiawszy, że go oszukano, poszukiwacz udał się do miasta po pomoc. Gdy błądzi po ulicach i dumał nad sposobem, w jaki mógłby odebrać złodziejowi swą własność, doszły go słuchy o pewnej sprytnej kurtyzanie, która jakoby świetnie umiała rozwiązywać zagadki oszustw i kradzieży. Odszukał ją zatem i opowiedział o swoim nieszczęściu. Kurtyzana, która znakomicie umiała mydlić ludziom oczy, postanowiła uciec się do chytrego podstępu. Poszukiwaczowi nakazała przyjść określonego dnia do domu ascety, gdzie i ona będzie, i w jej obecności głośno domagać się zwrotu mienia. Nieszczęśnik solennie obiecał zastosować się do jej wskazówek.
Kurtyzana napełniła kamieniami pięć kufrów przepięknej roboty, sama zaś przebrała się za damę z wysokich sfer, następnie kazała się zawieść się do skromnej chaty ascety i ku jego zaskoczeniu zostawiła tam wszystkie skrzynie.
- Tylko ty jeden możesz pomóc mi w potrzebie - rzekła. - Dowiedziałam się właśnie, że był sztorm i zatonęły wszystkie moje statki handlowe. Lada chwila zjawią się moi wszyscy klienci i będą chcieli zrabować cały majątek, jaki mi został! Dlatego w pośpiechu zabrałam całą swoją biżuterię, całe złoto i wszystkie drogie kamienie i przywożę je tu do ciebie, byś się nimi zaopiekował. Gdzież mogłyby być bardziej bezpieczne niż tu, w chacie człowieka, który dobrowolnie zrezygnował z uciech tego świata?
Jeszcze nie skończyła, gdy zgodnie z umową do chaty wszedł poszukiwacz złota i począł domagać się zwrotu swoich sakiewek. Asceta szybko porównał wartość pięciu sakiewek i pięciu skrzyń z biżuterią, i chcąc zrobić dobre wrażenie na bogatej nieznajomej, oddał sakwy właścicielowi. Ten przyjął je z radością i gdy jeszcze sprawdzał zawartość, przybiegła umówiona wcześniej służąca.
- O, Pani! - zakrzyknęła - Co za szczęście! Wszystkie nasze okręty bezpiecznie zawinęły do portu!
Słysząc to, kurtyzana wybuchnęła radosnym śmiechem i zaczęła tańczyć z radości. Roześmiał się także poszukiwacz złota i wraz z nią ruszył w tany. Na ten widok asceta również począł śmiać się i tańczyć.
- Ja tańczę z radości, bo moje okręty udało się uratować - rzekła kurtyzana w samym środku wesołych pląsów. - Ten tutaj dlatego, że odzyskał swoje złoto. A powiedz mi, dlaczego ty Tańczysz?
- Ja tańczę - odparł asceta - bo właśnie nauczyłem się nowej sztuczki!




